Spełnione marzenia, czyli o tym, że nie zawsze dzieci pragną tego co dorośli.
Jest taki film z 2000 roku pt. „Billy Elliot”. Opowiada on o 11-latku, półsierocie, wychowywanym w górniczej rodzinie, gdzie prym wiodą surowy ojciec i brat. Chłopiec jest ciepłym i wrażliwym dzieckiem, co kłóci się z ich wizją męskości, jaką próbują w nim ukształtować. Ojciec zaprowadza więc syna na trening boksu. Jednak Billy nie pała pasją do tego sportu. Jednocześnie, w tym samym budynku, odbywają się lekcje tańca klasycznego, na które chłopiec przypadkowo trafia. Zostaje zaproszony do grupy i okazuje się, że ma ogromny talent. Zaczyna więc naukę baletu pod czujnym okiem pani Wilkinson, która marzy, by Billy został tancerzem Królewskiej Akademii Tańca. Nie będę zdradzać całej fabuły filmu. Ci którzy go nie widzieli być może będą mieli kiedyś okazję przekonać się, czy ojciec zaakceptuje wybór syna i czy spełnią się marzenia bohaterów tej opowieści.
Niespełnione marzenia z dzieciństwa.
Stymulacja i rozwijanie zainteresowań dziecka są niezbędne do jego prawidłowego rozwoju. Zdarza się jednak, że rodzice zapisują swoje pociechy na różne zajęcia, podczas gdy one zamiast jeździć konno, wolałyby się po prostu pobawić na podwórku. Czasem pragnienia rodziców przybierają nawet formę obsesji. Jeden z moich uczniów, swoje niespełnione marzenia o mówieniu płynnie w języku obcym przeniósł tak mocno na swoje dzieci, że zmusza je do nauki, odpytuje ze słówek jak gdyby były w szkole i odpowiadały przy tablicy. Z jakim skutkiem? A no z takim, że dzieci, które początkowo chętnie przystąpiły do nauki, czują nieustanną presję na sobie. Coś, co powinno przynosić radość, staje się stresującym obowiązkiem.
Dziecko marzyło o nartach. Rodzice kupili, pojechało raz i zmieniło zdanie. Na nartach jeździć nie będzie. Chciało za to łyżwy. Rodzice kupili. Opanowanie nauki nie przyszło tak łatwo jak wszyscy myśleli. Łyżwy leżą zakurzone w rogu pokoju.
Takich przykładów można mnożyć. Rozumiem rodziców. Kupując zabawkę, czy jakiś sprzęt, wydają pewną sumę pieniędzy, którą chcieliby dobrze spożytkować. Za marzeniami dzieci czasem ciężko nadążyć i spełnić wszystkie. Trudno przecież stwierdzić na początku, czy trąbka na której udało się dziecku zagrać, to tylko dobra zabawa na dziś, czy naprawdę nasza latorośl zostanie światowej sławy trębaczem. Ale w ten sposób przecież rozwijają się talenty i tworzą dziecka własne marzenia.
Presja rówieśników.
Tancerka.
Tańce, znajomość języków, karate, basen, drużyna piłkarska, wszystko to jest fajne. Pod warunkiem, że dziecko naprawdę chce to robić. Ja osobiście nie mam takich marzeń, które chciałabym spełnić poprzez dzieci. To one są moimi spełnionymi marzeniami.
14 komentarzy
Droga Nie Na Skróty
Spełnianie swoich marzeń za pomocą dzieci jest moim zdaniem bardzo nierozsądne. Tak jak piszesz, w pewnym momencie dla dziecka staje się to stresujące lub dziecko zaczyna niezdrową rywalizację z innymi dziećmi bo przestaje to być zabawą. Ja uważam, że nie wolno zmuszać dzieci do niczego, a już napewno nie wpajać im swoich idei na temat jakiejś pasji, bo one same powinny wybrać co je interesuje i co chcą robić, mają być w tym po prostu szczęśliwe a nie pod presją, że nie sprostają oczekiwaniom rodzica. Ja nigdy w życiu nie zrobię czegoś takiego swojemu dziecku, bo w sumie sama troszeczkę wiem co to może oznaczać. To takie moje poglądy 😊
izzy
Też tak uważam. Ale wielu ludzi to robi. Czym innym jest zaszczepianie pasji w dziecku do czegoś np. sportu, który samemu się uprawia a czym innym dążenie do czegoś, czego samemu się nie osiągnęło.
Dziękuję za komentarz i Twoje poglądy 🙂
edreams_style
Bardzo mądry i ciekawy artykuł 🙂 Zawsze mogę u Ciebie dowiedzieć się nowych wartościowych rzeczy. Będę zaglądać tu częściej.
U mnie ostatnio było bardzo kreatywnie, a czas głównie spędzałam w swojej pracowni 🙂 W efekcie powstało kilka nowych projektów innowacyjnych kocyków dla dzieci i niemowląt. Szczególnie jestem dumna z kocyka w lamy 🙂 Zapraszam do oglądania!
https://edreamsstyle.wordpress.com/
izzy
Dziękuję 🙂
Na pewno zajrzymy zobaczyć co tam masz 🙂
Uśmiech w oczach
Dobrze jest jeśli uświadamiamy sobie, że marzenia są nasze i to my mamy je spełnić/zrealizować a nie ktoś za nas. Może warto zapytać samego siebie czy chciałoby się robić coś czego nie chcemy tylko dlatego, że jest to marzeniem innej osoby/rodzica.
A odnośnie filmu – piękny jest i warty obejrzenia. Z chęcią raz jeszcze go sobie przypomnę.
izzy
Dokładnie. Też myślę, że warto byłoby zapytać samego siebie, czy ja chciałbym realizować marzenie kogoś innego i np. skoczyć na bungee.
O, cieszę się, że Tobie też się film podobał. Szczerze mówiąc nigdy nie widziałam go w TV.
Pozdrawiam
Wiewiórkowo - Lidia
Łooo mamuniu – toż to wszystko o mnie i moim tacie. Zawsze marzył, że będę tenisistką. Dobrze, że zorientował się szybko, ze tenis nie kręci mnie wcale, za to mogę gapić się godzinami na turnieje tańca emitowane na RTL7 (polska TV ponad 20 lat temu jeszcze nie oferowała takiej frajdy). Tak wylądowałam w szkole tańca, po 2 miesiącach byłam najlepsza, tata zapisał mnie do klubu i tak zaczęło się najpiękniejsze 8 lat mojego życia – życie na parkiecie i turniejach. Taniec ma w sobie coś fantastycznego, polecam gorąco;)
izzy
No nie, ale zbieg okoliczności! I jeszcze ten tenis :)) To musiało być cudowne przeżycie dla Ciebie a tata musiał być bardzo dumny. Jeżeli Elsa nadal będzie chciała tańczyć, to właśnie tak to sobie wyobrażam – ona frunie jak motyl, który dostał skrzydła a my ze łzami w oczach, całą rodzinką kibicujmy. Strasznie bym chciała, żeby dzieci miały jakąś pasję, coś w czym czują się dobrze, bo myślę, że to właśnie kształtuje człowieka. Nadal lubisz tańczyć? Mąż też tancerz? jejku to dopiero piękna sprawa :))
Na razie Elsa puszcza codziennie z tego pianinka na okrągło jakieś klasyki i wiruje w trawie 😀 Chciałam zapisać ją na jakieś zajęcia, ale w wakacje ciężko. Obok nas tylko Zumba – jak sądzisz? Spodoba jej się?
Wiewiórkowo - Lidia
Od czegoś trzeba zacząć, więc zumba nie powinna być zła – to szybkie latynoskie rytmy. Ja zaczynałam od towarzyskiego, ale miałam już 9 lat.
A mój mąż, no cóż – poderwał mnie na zajęciach z tańca na studiach (żeby mieć zaliczenie na 5.0) i nasza "kariera" skończyła się na pierwszym tańcu na własnym ślubie 😉
Więc pozostaje mi taniec w kuchni i gotowanie w szpilach w rytmie samby;)
olitoria
No, to u mnie tak było, że zapisywałam dziewczyny tam, gdzie chciały, nie ważne czy na jednej lekcji się kończyło. One już jako dzieci rozumiały, że wiąże się to z kosztami i nie chciały obciążać mnie finansowo, ale zapewniałam je, że nie muszą się o to martwić. Nie oszczędzałam na tym, by mogły spokojnie odkrywać swoje pasje.
izzy
No właśnie dokładnie tak mam zamiar robić 🙂 No chyba, że będą chciały rakietę by lecieć w kosmos 😉
Lady Makbet
Kochana, rakieta się nie zmarnuje! W razie czego chętnie znajdę kogoś, kogo można by nią wysłać w kosmos 😉
A co do wpisu – piękna puenta. Tak właśnie jest – to dzieci są naszymi największymi spełnionymi marzeniami.
Dziubasowa
Moje dzieci niechaj będą zdrowe i szczęśliwe – mogą robić w życiu co tylko będą chciały. Matka kwoka będzie wspierać 😉
Ech…a ja chciałam iść na kurs rysunku, gry na gitarze i odwiedzić USA 😉
tygrysimy
Oczywiście wspieram i będę wspierała Tygrsie pasje, ale do muzycznej i tak go zapiszę. Może w końcu i ja się nauczę gry na jakimś instrumencie 🙂 Tak poważnie – nic na siłę.